ROBERT URBANIAK
oficjalna strona autora

beze mnie


są takie drogi
gdzie nie stoi się w miejscu
by zniknąć bez śladu
a mimo to
czasem nie da się
iść dalej

są takie dni
kiedy krzyczy się głośniej

tak po prostu




teraz


gdzie jestem
urastam w rozdział
jak dnie i noce
co dłużą się
w swych godzinach
bez końca

jestem tu
i nigdzie mnie nie ma




życie


nie
to nie proza
to takie gówno
co lęgnie się w głowie
a później na papierze
niczym "kurwa"
bezdusznie drwiąca
w zbyt długim wierszu –

niweczę przecinki
cierpię na złudzenia
ironia losu –

inkarnacja




a wszystko to


tam gdzie
los liścia na wietrze
w ogniu słów
poeta wyklęty
niczym
drzewo wisielców
z korzeniami
wrośniętymi w przepaść

a wszystko to
poza łatwym i czytelnym
światem retoryki




na kształt jałmużny


zbywasz mnie
ucieczką
od horyzontu
całopalnej ofiary

i
z wielu przyczyn
na kształt jałmużny
ostatni wspólnie
przeżyty świt

w matni




dygresja


niech spłonie
niech utonie
niech zawiśnie na szubienicy
los człowieczy – podobny mojemu
co truje tę planetę
i zamęt sieje




nocą


tyle jest do powiedzenia
a wszyscy
naraz jakby poumierali
w swoich snach

też umrę
z nadejściem dnia




i nic się kończy


życie to krótka droga
która zapada się przede mną
gdy idę nad urwisko
by zamknąć wszystkie rozdziały
i wszystkie głosy sumienia
i nic
po prostu roztrzaskać serce
które i tak jest martwe

więc skaczę
w ostatnie słowo z listu –
w przepaść-pustki-serca
w coś-nic

i nic się kończy




przychodzi


po cichu
na palcach

wdziera się
w żyły
bo którędy miałaby
niby
przez oczy
za język

już nie wierzę
że któregoś dnia
zwróci mi duszę




tej nocy


śniłem
że życie jest piękne
a kiedy się obudziłem
wszystko poczerniało




odurzenie

Feliksowi Chrzanowskiemu-Szucie

dziś
zatrzaskują się drzwi
za którymi już nie ma
obietnic i przysięg jutra
jest tylko ledwie słyszalne serce
w refleksach nieba
a później
wypala się ziemia
pod stopami
równa czterem żywiołom
śmierci



Wiersz "odurzenie" powstał ku uczczenia pamięci zmarłego poety i haijina Feliksa Chrzanowskiego-Szuty, współzałożyciela Ruchu PILLEUS – spoczywaj w pokoju.




w twe ramiona

Hannie Kurowskiej

duch poety
w śmierć ubiera
bezdźwięk tęsknot

gasną oczy
gasną wrzawy
kona człowiek

żniwo zbiera
bezkres – wieczność



Wiersz "w twe ramiona" powstał ku uczczenia pamięci zmarłej administratorki Kawiarenki Poetyckiej Hanny Kurowskiej – spoczywaj w pokoju.




oprócz

Markowi Jackowskiemu

tuż pod ziemią kości
układają się w szkielet nieba
a tam już nie dręczą
smutek i samotność duszy

niech zatem
spoczywa w pokoju
niecierpliwy wieczór
cmentarnej alei



Wiersz "oprócz" powstał ku uczczenia pamięci zmarłego muzyka Marka Jackowskiego, współzałożyciela zespołu rockowego Maanam – spoczywaj w pokoju.




martwy płód


nie chciały go
ani śmierć ani życie
ani smutek ani samotność
bytował więc tułając się
pomiędzy wrodzoną wadą
jaźni i nieświadomości
spijając myśli
z sarkazmu i nienawiści




ponadto


wiesz
że tylko odczuwam
miejsca
gdzie kończy się
i zaczyna pustka

gdzie milczenie
jest nieznośną aluzją
w odliczaniu do trzech




moje miasto


kiedyś
moje miasto
było –
białym krukiem
na mapie serca

dziś
widzę tylko
cmentarny posąg
odlany z krwi
po rytualnym uboju




tymczasem


jutro
budzę się wraz z ulicą
autonomicznie zwrócony
w stronę
nic nie znaczących
słów i puent

jutro
błądzę w formalinie myśli
leniwie tęskniąc
za zwykłością
czerni, bieli i szarości




nie do końca


w kłamstwie
żar z niedopałków
gasi sylaby wiersza
konsekwentnie
rzeźbiąc w suficie nazajutrz

zatem nie wierzę
w prawdę przechodnia
w uderzenie pięścią
w ulicę z napisem
ściana płaczu i śmiechu

oficjalnie
umarłem samotnie
w korytarzu horyzontu
nieoficjalnie żyję
z głową w chodniku



Wiersz "nie do końca" powstał z inspiracji wierszem "prawda i dym" poety Andrzeja Ballo.




naocznie

Andrzejowi Ballo

gdyby ziemia
obłąkana od siły ciążenia przekleństw
miała choć jeden akcent
średniowieczny bądź antyczny
nie byłoby sensu w słowach Rabelais-a
"udaję się na poszukiwanie wielkiego Być Może"
a może i kanoniczne niebo
przez które patrzę
na rzeczywistość liścia na wietrze
miałoby o jeden kolor więcej
w palecie monochromatycznej



Wiersz "naocznie" powstał z inspiracji wierszem "wietrznie" poety Andrzeja Ballo.




przeto


czas niewątpliwie zmierza – dokądś
przybywa niewiernych godzin i dat
zbyt prędko ubywa młodość
lecz ja śnię w niewiedzy-przed
szukam schronienia w sekundach-po
licząc na tę ostatnią




skryta czułość


w miejscu gdzie noc
spogląda w nicość
i w miejscu gdzie serce
wypełnione ciemnością
mówię kocham
wszystkie możliwe pustki




co więcej


szary czas i brudne myśli
z komina szary dym nad miastem
lecz najbardziej gryzący w oczy
szary wzrok przechodnia




nie dla tej chwili


i tylko na dłoniach zamokłe wspomnienia
i zamazana czułość na twarzach
i wzdęty czas na powiekach i oczach
pozostaną tu gdzie moje ciało i krew
gdzie czai się chciwość przechodniów
pożerająca cudze sny i marzenia




prawie


i cóż z tego że żyję
że żyjesz świecie
a ty w mej wyobraźni
a ja już zapomniałem

i cóż z tego że pamięć
że nie pamiętasz
a ja niemal jak czas
a czas się zaplątał

i cóż z tego że...
że nie ma już mnie
a my – nie nasze oblicza
a teraźniejszość niebyła




dopóki


kiedy wróciłem
ciebie nie było
za długo zwlekałem
nie z pocałunkiem
który rozpalił
chęć odszukania cię




zgorzkniały


który to już raz – nie wiem
zdejmuję z oczu kajdany
posilam się tanim winem
nie widząc już słońca
które jak gdyby spróchniało
jak dawno wystygłe serce

próbuję się jeszcze ratować
światłem księżyca
otulam się nocą cichą
kiedy nie mogę zasnąć
lecz i noc i księżyc
cuchną zgnilizną

posiniałe od dawna myśli
wysychają jak wyczerpana studnia
na dnie której leżę półnagi
kopiąc głęboki grób
by smród pogrzebanej duszy
nigdy się z niego nie wydostał




a jednak


tłum
a w tłumie ja
w tłumie się gubię
zadeptywany




szukając


cisza
która jest tyko
zmarzniętym okruchem serca
cisza
której przecież
nie ma




wiem


z czasem
będę dla ciebie
coraz słabiej bił sercem
słyszał zza ściany milknący szept
wymazywanych wspomnień




niczyj


muszę gdzieś uciec
znaleźć gęstsze powietrze
którym przestanę oddychać

zgryźliwa nieskończoność dnia
mówię nic tu po mnie




niemal


był sobie świat
i były zazdrosne gwiazdy
nie było miłości
i świat zgasł




natchniony


właściwie to jestem chwilą nierozwagi
na pewno trupem w białej pościeli

krwią niezrozumienia ociekając zmierzam
dokądś gdzie tu i teraz nie jest jednocześnie

właściwie to nic mnie już nie obchodzi




poza


milczę
chcę milczeć
będę milczał
będę przysłuchiwał się ciszy
może w ciszy usłyszę
jeszcze czyjeś milczenie




koniec dramatu*

umarła dusza poety
między wersami
zamknięty rozdział
pusty pokój w domu
a od przyjaciół
niedokończone myśli
niebo i błyskawice
sprzątną z grobu
zgniłe kwiaty
i wypalone znicze

to jest mój orszak
westchnienia nie zbudzą
zatem żegnajcie




oto pytam


po co ci przechodniu warunkować życie
przypisywać je celom i strategiom
nie lepiej usiąść w cieniu
i skupić się na lazurowym błękicie nieba

po co ci słuchaczu tworzyć nowe idee
i zaszczepiać nimi cudze umysły
nie lepiej zamienić życie w podróż
i hulać po świecie i zwiedzać morza

po co ci widzu potrzebny pieniądz
byś mógł rozporządzać wielką własnością
nie lepiej wzbić się wysoko w niebo
i znaleźć się gdzieś za jego horyzontem

po co ci czytelniku słowa
byś chciał spojrzeć za mój horyzont
musisz się przebić przez gąszcz wersów
i zgubić w nich cząstkę siebie




niezobowiązanie


błądzę
zamieram w pustce
nieobecności ciebie
coś jeszcze sprawia
że w cieniu twoich powiek
wiję podstępnie gniazdo
by złożyć w nich ukłon
zapomnieniu
bezcelowo
podaję ci chłodną dłoń
na pożegnanie
i ty już nie wracasz
a ja wciąż wracam
samotnie
do pustego domu
niby do nas




niebyły


patrzę na świt
gdziekolwiek – bezcelowy
widzę
pełna ulica ludzi
upiornie idących
jakby we mnie
i wiem
gdzie nie kocham już
zbyt dobrze pamiętam odór miłości
ja po prostu odurzam się
stęchlizną szaleństwa nie-mnie




w świątyni Hadesu


na brzegu rozbity wrak łodzi
obdarty z ananke przez rozżarzony piach
czeka jak ja ułożony do snu
na przypływ który go rozpołowi




bezmiar


przenikam przez ogród cieni jak łza
gdy z żalu spływa po policzku do ścieku
i kiedy nowy nastaję w rozpaczy
bądź kiedykolwiek wstaję żywy
i idę
czy może raczej przemierzam
zmierzając do kraju bez granic
bez czasu
bez miejsc
bez odpoczynku

idę
zapadam w nicość




w podróży donikąd


skąd idę
przemierzam uśpione krainy nieba
skąd patrzę
zatapiam się w zmierzchu gwiazd
skąd wiem
że nic nie wiem o życiu
a jednak tobie poetko mówię
że wyznaczam nasz nowy horyzont
za którym wszystko znika jak w zbytku

skąd idę
czy to już smutek
skąd patrzę
czy to już strach
skąd wiem
że samotność bez grzechu i żalu
układa się w monochromatyczne mandale
przebity
przemierzony
czekam na grę ogni
czekam na pojednanie ze światem
chabrowo purpurowej wieczności




po prostu*


mówią że poeci są szaleni
nie wiem czy to prawda
w każdym razie
wulkany czekają uśpione
by wybuchnąć gniewem
i pokryć drogi żrącym pyłem
i wypełnić powietrze trującą siarką
czy wulkany są uśpione
kiedy ludzie uciekają w strachu
pewnie już rozumieją
że gorąca lawa zabija
albowiem trzeba być szalonym
stojąc nieporuszonym
w obliczu wulkanów i poetów



Wiersz "po prostu" został opublikowany w dwutugodniku "Gazeta Obywatelska" który ukazał się dnia 17 sierpnia 2012 r.




to nic*


miasto poetyckich romansów
w pogoni za sztuką życia
w ukrytym moralnym zwątpieniu
gdzie widać wszystkie barki
okupione zwyczajnym losem portów
i wszystkie linie brzegów
z legendą ich mieszkańców
a historie krwią pisane
porzucone na ulicznych dziwkach
posądzanych o korupcje politykach
z kawałkiem tego czegoś
co nosimy w sobie
co jeszcze żyje wśród nas
i jak jesienne liście
pokryte szarym spojrzeniem
przed wieczną wędrówką w zapomnienie
chowa się pod warstwą śniegu
i boi sekretu śmierci




* – wiersze oznaczone gwiazdką zawarte w wydanym tomiku "był tu nieznany".



Powyższe wiersze są autorstwa roberta urbaniaka i stanowią jego własność intelektualną, w związku z powyższym podlegają ustawie o prawch autorskich i prawach pokrewnych, dlatego zabrania się kopiowania i rozpowrzechniania ich treści bez zgody autora. Więcej o prawach autorskich w copyright.