ROBERT URBANIAK
oficjalna strona autora

tako rzecze że


w kulisach czy na scenie
słowo szyte na miarę

w rezultacie
— za emfazę — osąd

po wyroku
wypita krew i zjedzone kości
— tożsamość kanibali — znana
jawnie

— z morału
odbiję się czkawką





tutaj


od lewa do prawa
myśl wiąże słowo
— kakofonia dźwięków

w afekcie odgrywane są role

nie umniejszając
jedni kopią pod drugimi
— przybywa dołów

i do potęgi
każdy w któryś kiedyś wpadnie





w tym wierszu


zawiedli ludzie
zawiódł bóg-stwór
wyglądało na spór —

o matkę
o ojca
o ziemię pod stopami
o każdy krok
o każdą spitą myśl
o słowa wypowiedziane za i przeciwko
o wszystek brak

— co winą i nie winą moją było
już nie jest

adiós





bowiem

[17/12/2022]


jeśli
błędem było napisać każdy z wierszy
to bardziej błędem było narodzić się
i żyć tak długo
by w końcu dojść do wniosku
że mało co ma jeszcze sens —
w ogóle

jeśli
— "ja" jest niejednoznaczne
to niezłym remedium — byłoby
ot tak zniknąć

bez rozczulania się
co potem —





ja —

[20/10/2022]


krocze umysłu
które niczego nie stworzyło
a każe nazywać się poetą

ja —
umysł w rozkroku
namaszczony grzechem pierworodnym

ja —
bez umysłu
metaforą dla ludu





światłowstręt

[09/10/2022]


bo takie jest właśnie życie —
(na marginesie)

jest człowiek i nikt więcej
pośród innych
wdycha i wydycha
— opary prawd i kłamstw

z parafrazą
przed zaśnięciem





choć mówię

[09/09/2022]


słowa już zbyteczne —
zbyt dużo ich wylanych z kąpielą
— na pokłon moim adwersarzom

od teraz
zapadam w nieme "jutro" —

na powrót
— staję się anonimowy





i tak oto

[17/08/2022]


słuch po nim zaginął
— odszedł w niebyt

jedyne świadectwo — duch
w wierszach które spisał za życia
zostaną tu

— "tam" niepotrzebne słowa





deprywacja

[02/07/2022]


jest człowiek
jest chwila — zwiastowanie
nomen omen

jest demon — zjawiam się
— uciekasz — w płomienie

nie ma ucieczki
(jest chwila)
— nie walcz





na próżno

[10/06/2022]


— wiersz
odkładany na później
na ostatnie kiedyś — jak oddech —
o który coraz trudniej

gdy szuka się winnych
— ślady w pamięci na zgubę

więc po mnie
niech kontekst będzie już niewyraźny





po tej stronie

[26/04/2022]


jest "ja-nikt" —
wymyślający historie na potrzeby odbiorcy
— kat z nożem wbitym w plecy

a dla ofiar na otarcie łez
niech będzie że virazón

ale wróćmy do tego później — kiedyś —
po zmierzchu
może wtedy nie zbłądzimy

i może
nieproszeni goście nie zamordują nas





widoki

[17/04/2022]


jest czas
który nic nie przynosi
prócz wojny — brak innych zdarzeń

jest "ja" które wybucha —
od zgrzytu zębami
miłość nie wróci

— przez kłamstwa
odmieniona codzienność





w istocie

[27/03/2022]


całe mnóstwo obaw
wdziera się do mojej czaszki
których wyrzucenie zeń choćby wierszem
wcale ich nie pomniejsza
a tylko burzy bardziej spokój





raczej

[27/03/2022]


noszę w sobie jakieś brzemię —
zdzieram maski po czym zakładam nowe
jak w jakimś horrorze

— rozmijają się we mnie prawdy
(chcę więcej nie pisać)

w rezultacie — chcę —
nabrać dystansu do spraw
wyjść do światła
odnaleźć w sobie zgodę

— odetchnąć
i odejść





albowiem

[23/01/2022]


wciąż istnieję
narastając w pamięci brednią
że "świat został wymyślony niedawno
i kręci się wokół mnie"5

— i że nie ma ucieczki
w inny nieinteraktywny wymiar

— i nawet gdy proszę o unicestwienie
dla stwórcy to blamaż

po wrzasku —
głuchnięcie





5 życiowa maksyma Briona Gysina, Hans-Christian Kirsch, W drodze. Poeci pokolenia beatników, Iskry, Warszawa 2006



w gruncie rzeczy

[14/12/2021]


wszystko sprowadza się pierdolenia
jedni pierdolą mniej drudzy więcej —
to niepodważalna prawda
że tak oto rodzą się dzieci
— przyszli toksyczni rodzice
pijacy narkomani gwałciciele mordercy
i wszelkiej maści niegodziwcy

pierdoli się też od rzeczy
na ogół dotyczy to polityków
jak również wdów rozwodników itp.

w gruncie rzeczy
nie ma pigułki na niepierdolenie
nawet masturbacja jest tylko półśrodkiem
jak xanax na zły nastrój

w gruncie rzeczy
świat został spierdolony
już na wstępie
— jak "ja" i ten wiersz





jak głazy w tłumie

[20/11/2021]


ich serca puste
ich dusze martwe
— "to szkieletów ludy!"4

ich oczy ślepe
ich oblicza ponure
— "to samoluby!"3





3,4 Adam Mickiewicz, "Oda do miłości"



ono

[12/11/2021]


wypełza z łona
i staje się człowiekiem (podobno)
jest lepkie — podrasta —
zaczyna chodzić i mówić

— aż trudno uwierzyć
że tam gdzie idę ono podąża za mną —
więc krzyczę — precz!
— na nic — wraca echo

ono (genetycznie)
jest sprzężone z "ja"





powszedniość

[09/11/2021]


jest fałszywa
jak ich język i oczy — kiedy odwrócone
wbiją nóż w plecy
jest obłudna
jak ich duma i ego — kiedy urażone
wbiją nóż w plecy

fałsz i obłuda przyciągają się
— jak przeciwległe bieguny magnesów — ludzie
(ty i ja) to już tylko ciała
na wrogich frontach





konsekwentnie

[20/10/2021]


brnę w konflikt —
w piekło "fit for 55"
w fałsz demokracji

— gdzie strefy wpływów korporacji
to dla ludu zubożenie — na początek
przez reglamentację wolności
w zamian za bezwarunkowy dochód podstawowy

brnę w postęp —
w zatracenie
w ślepy traf

— na koniec
w wywłaszczenie





obyczajnie

[18/10/2021]


klnę się
na martwe
co nigdy nie umrze

że gardzę tym co we mnie
— "ja" jak odmęt — to prawda
nie ma prawdy — jest władza

jest wojna
na wzwód języka
na wytrysk śliny

— czy naród przyjmie wszystko?





jak neony

[09/10/2021]


burdele pękają w szwach
od niechcianych panien do ożenku
nikt nawet nie pyta o wiek —

nie ma winnych i niewinnych
są koalicje —
ciasne pętle znieczulicy

lina jest do przeciągania
— obfitość ma symptomy zatracenia





aliści

[21/08/2021]


"ja" wcale nie myśli
jakby to było być Mefistem

— z taką ilością władzy w rękach
by zamieść całe to gnojstwo z ulic —
do jakieś otchłani dla pizd





bez wątpienia

[21/08/2021]


trafiam na ludzi — są zepsuci
— i nic temu nie przeczy

że "ja" — prawie jak z marginesu —
chce się wypisać
— z tego kacetu





właściwie to

[19/07/2021]


prowokuję
— bo taka jest natura codzienności
— bo "Za bardzo zbliżyłem się do jądra ciemności...
Przesadnie rozdzierałem szaty...
Ale niczego nie żałuję..."2
— bo "Zawsze wolałem być nienawidzony...
Jestem fałszywym bohaterem...
Bóg bawi się moim kosztem."1

właściwie to
— bo jestem wariatem





2 fragmenty z felietonu Fin de Siècle autorstwa Tomasza Beksińskiego, Tylko Rock 1/2000
1 fragmenty z monologu Jima Morrisona (w jego roli Val Kilmer), z filmu The Doors, 1991, reż. Oliver Stone



bo

[17/07/2021]


znam swoje słabości
których
w gruncie rzeczy bez podstaw — wstydzę się —
mówiąc wprost
— choć mówienie nie oznacza zmiany

— w ogóle
nie zamierzam zmieniać się — ad hoc
dla czyjegoś kaprysu
— wolę status quo toksyny
którą pozostanę tu gdzie stoję —
w opozycji do hierarchii

— czy jednak istnieję naprawdę?





najwyraźniej

[14/05/2021]


szaleństwo do czegoś obliguje
czy nie tak jest z "ja" — od zawsze
że wadzi każdemu na kogo trafia —

najwyraźniej
— "ja" już nie ucieknie przed "oni" tu są
aż dom w którym umierało wiele razy
zacznie być omijany przez kumotrów
— by w końcu popaść w zapomniane

czy wtedy nastąpi niepisane?





niewymowna

[20/03/2021]


bez ciebie
nie mam pomysłu na nic
więc czekam na miłość boską na fin de siècle
— najpierw bez słowa
— później wierszem —
jakbym "żądał" niemożliwego

i kiedy przychodzi — niewymowna
wtedy nie szukam już przyczyn i skutków
tylko wychodzę
w tę noc

— z ciała





i co z tego

[24/08/2019]


że bacznie
rozglądam się wokół

— i widzę
ludzi o oczach wpatrzonych
w elektroniczne ekrany odbijające "dziś"
— i aż do szaleństwa czuję
jak wypatrzone odbicia ich myśli
przenikają przez moje ciało —

czy może już tylko śnię?





egzorta

[23/12/2016]


bóg honor ojczyzna
brzmią jak hasła z kiedyś

dziś honor to nie ojczyzna
a istnienia boga nikt nie dowiódł





odzew

[14/08/2020]


wstęgą purpury ten obraz ponury
— co wodzi mój umysł na pokuszenie
i skwapliwie zjada kontury myśli
— a ten wiatr co zmienia się w orkan
i szarpie mą duszą we wszystkie strony
i przewraca trumny w grobach

— zmarli wciąż nie mówią
jednak ja otwieram usta — i wyszeptuję —
o ile prościej gdy ziemia pod stopami równa krokom
gdy idąc nie wpada się w szczeliny
— bez wyjścia





co widzę

[02/08/2020]


jutro na nowo spływa krwią ulica —
za matkę ojczyznę pijaną w sztorc
za boga ojca w trójcy hegemona

i choć wszystko już było
— wciąż nic nie zwiastuje końca —
tylko słowa wydarzają po sobie "łzy"
a w każdej pęka Rozum na pół
a z niego wypełza "to" — dziś
— co jawi się chimerycznym "ja"





bohater

[26/11/2019]


mgliste to widziadła — patrz!
— i strach i szaleństwo

i niedola — szemrze niebo
— coś jak robak w ciele
pełznie ku zdobyczy
— chwila — całe roje wspomnień —
w drzazgach

i rany aż do kości toczy skryba — mąk szkielet —
ach grzech skraca jękiem żywot
i rwie się w przepaść wzrok —
na rozkaz

— opada kurtyna przesiąkła intrygą
i gasną światła oślepiające widza





Wiersz bohater powstał z inspiracji wierszem "robak zdobywca" E.A.Poe.





jak frazes

[02/10/2019]


zapadam w pamięć
na zgubę każdego
kto w tłumie
wytyka mnie palcem
— za byle frazes
— za byle krok w "złą" stronę —

łatwiej dziś o pogardę
łatwiej dziś zburzyć granice
czyjegoś życia
— co chowa się w wierszu
i broni
ostrzem języka —

za byle myśl
wiąże się ręce
w tyle już supłów
że patrząc nie chce się widzieć —

że się rozrasta
jak frazes

na zgubę każdego





czy bez namysłu?

[26/06/2019]


patrzysz na mnie
co najmniej jak porażony
albo
jakbyś widział potępionego
i jeszcze
gdy z każdym krokiem
uciekam przez to w obłęd

patrzysz na mnie
jakbyś nie wiedział
że mam taką świadomość
że twoja moc mogłaby to zmienić
ot tak — za pstryknięciem palców

tymczasem
wciąż uczę się na nowo
odwracać wzrok
że "ja" lega w gruzach
gdy sączysz jad w moich myślach
ot tak — przez otwarte rany

czy bez namysłu?





tak więc

[23/04/2008]


toczysz wojnę
a o co
by stać się ofiarą
czyjego sporu

boje są zbędne
to czas pokoju
a zatem odłóż oręż
i gry słowne porzuć

urazy też mam
też umiem walczyć
tak więc
po co masz dobre imię tracić
bo przecież
po obu stronach każdej bitwy
są grzeszni
i nie zapominaj o tym
nigdy





Jan Hieronim Bocheński odszedł w dniu 16 stycznia 2019 roku, mając 71 lat — spoczywaj w pokoju. Wiersz Osobliwość został napisany ku pamięci jego 63-ich urodzin.





rzec by można


co myślę
wymyka się logice
nie da się temu nadać nazwy
ani zamknąć w ramy czasu

co mówię
nie zawsze jest obiektywne
tym bardziej że
prawdy zdają się subiektywne

co robię
nie powinno już obchodzić





beze mnie


są takie drogi
gdzie nie stoi się w miejscu
by zniknąć bez śladu
a mimo to
czasem nie da się
iść dalej

są takie dni
kiedy krzyczy się głośniej

tak po prostu





teraz


gdzie jestem
urastam w rozdział
jak dnie i noce
co dłużą się
w swych godzinach
bez końca

jestem tu
i nigdzie mnie nie ma





życie

[29/01/2016]


nie
to nie proza
to takie gówno
co lęgnie się w głowie
a później na papierze
niczym "kurwa"
bezdusznie drwiąca
w zbyt długim wierszu —

niweczę przecinki
cierpię na złudzenia
ironia losu —

inkarnacja





a wszystko to

[04/12/2012]


tam gdzie
los liścia na wietrze
w ogniu słów
poeta wyklęty
niczym
drzewo wisielców
z korzeniami
wrośniętymi w przepaść

a wszystko to
poza łatwym i czytelnym
światem retoryki





na kształt jałmużny

[01/12/2012]


zbywasz mnie
ucieczką
od horyzontu
całopalnej ofiary

i
z wielu przyczyn
na kształt jałmużny
ostatni wspólnie
przeżyty świt

w matni





dygresja

[23/01/2017]


niech spłonie
niech utonie
niech zawiśnie na szubienicy
los człowieczy — podobny mojemu
co truje tę planetę
i zamęt sieje





nocą

[15/01/2017]


tyle jest do powiedzenia
a wszyscy
naraz jakby poumierali
w swoich snach

też umrę
z nadejściem dnia





i nic się kończy


życie to "jakaś" droga
która zapada się przede mną
gdy idę nad urwisko
by zamknąć wszystkie rozdziały
i wszystkie głosy sumienia
i nic
po prostu roztrzaskać serce
które i tak jest martwe

więc skaczę
w ostatnie słowo z listu —
w przepaść-pustki-serca
w coś-nic

i nic się kończy





przychodzi

[24/08/2014]


po cichu
na palcach

wdziera się
w żyły
bo którędy miałoby
niby
przez oczy
za język

już nie wierzę
że któregoś dnia
zwróci mi duszę





tej nocy

[28/06/2014]


śniłem
że życie jest piękne
a kiedy się obudziłem
wszystko poczerniało





martwy płód

[27/02/2013]


nie chciały go
ani śmierć ani życie
ani smutek ani samotność
bytował więc tułając się
pomiędzy wrodzoną wadą
jaźni i nieświadomości
spijając myśli
z sarkazmu i nienawiści





ponadto

[12/12/2012]


wiesz
że tylko odczuwam
miejsca
gdzie kończy się
i zaczyna pustka

gdzie milczenie
jest nieznośną aluzją
w odliczaniu do trzech





moje miasto

[13/12/2012]


kiedyś
moje miasto
było —
białym krukiem
na mapie serca

dziś
widzę tylko
cmentarny posąg
odlany z krwi
po rytualnym uboju





tymczasem

[13/12/2012]


jutro
budzę się wraz z ulicą
autonomicznie zwrócony
w stronę
nic nie znaczących
słów i puent

jutro
błądzę w formalinie myśli
leniwie tęskniąc
za zwykłością
czerni, bieli i szarości





przeto

[16/09/2012]


czas niewątpliwie zmierza — dokądś
przybywa niewiernych godzin i dat
zbyt prędko ubywa młodość
lecz ja śnię w niewiedzy-przed
szukam schronienia w sekundach-po
licząc na tę ostatnią





skryta czułość

[31/08/2012]


w miejscu gdzie noc
spogląda w nicość
i w miejscu gdzie serce
wypełnione ciemnością
mówię kocham
wszystkie możliwe pustki





co więcej

[15/08/2012]


szary czas i brudne myśli
z komina szary dym nad miastem
lecz najbardziej gryzący w oczy
szary wzrok przechodnia





nie dla tej chwili

[05/08/2012]


i tylko na dłoniach zamokłe wspomnienia
i zamazana czułość na twarzach
i wzdęty czas na powiekach i oczach
pozostaną tu gdzie moje ciało i krew
gdzie czai się chciwość przechodniów
pożerająca cudze sny i marzenia





prawie

[17/06/2010]


i cóż z tego że żyję
że nie na świecie
a ty w mej wyobraźni
a ja już zapomniałem

i cóż z tego że pamięć
że nie pamiętasz
a ja niemal jak czas
a czas się zaplątał

i cóż z tego że ja
że nie ma już mnie
a my — nie nasze oblicza
a teraźniejszość niebyła





dopóki

[08/07/2012]


kiedy wróciłem
ciebie nie było
za długo zwlekałem
nie z pocałunkiem
który rozpalił
chęć odszukania cię





zgorzkniały

[10/06/2012]


który to już raz — nie wiem
zdejmuję z oczu kajdany
posilam się tanim winem
nie widząc już słońca
które jak gdyby spróchniało
jak dawno wystygłe serce

próbuję się jeszcze ratować
światłem księżyca
otulam się nocą cichą
kiedy nie mogę zasnąć
lecz i noc i księżyc
cuchną zgnilizną

posiniałe od dawna myśli
wysychają jak wyczerpana studnia
na dnie której leżę półnagi
kopiąc głęboki grób
by smród pogrzebanej duszy
nigdy się z niego nie wydostał





a jednak


tłum
a w tłumie ja
w tłumie się gubię
zadeptywany





szukając


cisza
która jest tyko
zmarzniętym okruchem serca
cisza
której przecież
nie ma





wiem


z czasem
będę dla ciebie
coraz słabiej bił sercem
słyszał zza ściany milknący szept
wymazywanych wspomnień





niczyj

[04/01/2012]


muszę gdzieś uciec
znaleźć gęstsze powietrze
którym przestanę oddychać

zgryźliwa nieskończoność dnia
mówię nic tu po mnie





niemal


był sobie świat
i były zazdrosne gwiazdy
nie było miłości
i świat zgasł





natchniony


właściwie to jestem chwilą nierozwagi
na pewno trupem w białej pościeli

krwią niezrozumienia ociekając zmierzam
dokądś gdzie tu i teraz nie jest jednocześnie

właściwie to nic mnie już nie obchodzi





poza

[22/11/2011]


milczę
chcę milczeć
będę milczał
będę przysłuchiwał się ciszy
może w ciszy usłyszę
jeszcze czyjeś milczenie





oto pytam

[14/04/2011]


po co ci przechodniu warunkować życie
i przypisywać je celom i strategiom
nie lepiej usiąść w cieniu
i skupić się na lazurowym błękicie morza

po co ci słuchaczu tworzyć nowe idee
i zaszczepiać nimi cudze umysły
nie lepiej zamienić życie w podróż
i hulać po świecie i zwiedzać miasta

po co ci widzu potrzebny pieniądz
byś mógł rozporządzać wielką własnością
nie lepiej wzbić się wysoko w niebo
i zgubić się gdzieś za jego horyzontem

po co ci czytelniku słowa
byś chciał pojąć mój pogląd na życie
nie lepiej być wolnym od myślokształtów
i odnaleźć się w końcu w sobie





niezobowiązanie

[12/09/2011]


błądzę
zamieram w pustce
nieobecności ciebie
coś jeszcze sprawia
że w cieniu twoich powiek
wiję podstępnie gniazdo
by złożyć w nich ukłon
zapomnieniu
bezcelowo
podaję ci chłodną dłoń
na pożegnanie
i ty już nie wracasz
a ja wciąż wracam
samotnie
do pustego domu
niby do nas





niebyły

[17/09/2011]


patrzę na świt
gdziekolwiek — bezcelowy
widzę
pełna ulica ludzi
upiornie idących
jakby we mnie
i wiem
gdzie nie kocham już
zbyt dobrze pamiętam odór miłości
ja po prostu odurzam się
stęchlizną szaleństwa nie-mnie





w świątyni Hadesu

[10/08/2011]


na brzegu rozbity wrak łodzi
obdarty z ananke przez rozżarzony piach
czeka jak ja ułożony do snu
na przypływ który go rozpołowi





bezmiar

[10/08/2011]


przenikam przez ogród cieni jak łza
gdy z żalu spływa po policzku do ścieku
i kiedy nowy nastaję w rozpaczy
bądź kiedykolwiek wstaję żywy
i idę
czy może raczej zmierzam
do kraju bez granic
bez czasu
bez miejsc
bez odpoczynku

idę
zapadam w nicość





w podróży donikąd

[10/08/2011]


skąd idę
przemierzam uśpione krainy nieba
skąd patrzę
zatapiam się w zmierzchu gwiazd
skąd wiem
że samotność bez grzechu i żalu
układa się w monochromatyczne mandale

skąd idę
czy to już smutek
skąd patrzę
czy to już strach
skąd wiem
że nic nie wiem o życiu
a jednak tobie poetko mówię
że wyznaczam nasz nowy horyzont
za którym wszystko znika jak w zbytku





w gąszczu wersów

[10/08/2011]


przebity
przemierzony
czekam na grę ogni
czekam na pojednanie ze światem
chabrowo purpurowej wieczności





po prostu

[26/04/2008]


mówią że poeci są szaleni
nie wiem czy to prawda
w każdym razie
wulkany czekają uśpione
by wybuchnąć gniewem
i pokryć drogi żrącym pyłem
i wypełnić powietrze trującą siarką
czy wulkany są uśpione
kiedy ludzie uciekają w strachu
pewnie już rozumieją
że gorąca lawa zabija
albowiem trzeba być szalonym
stojąc nieporuszonym
w obliczu wulkanów i poetów





Wiersz po prostu został opublikowany w dwutugodniku "Gazeta Obywatelska" który ukazał się dnia 17 sierpnia 2012 r.





to nic

[09/10/2007]


miasto poetyckich romansów
w pogoni za sztuką życia
w ukrytym moralnym zwątpieniu
gdzie widać wszystkie barki
okupione zwyczajnym losem portów
i wszystkie linie brzegów
z legendą ich mieszkańców
a historie krwią pisane
porzucone na ulicznych dziwkach
posądzanych o korupcje politykach
z kawałkiem tego czegoś
co nosimy w sobie
co jeszcze żyje wśród nas
i jak jesienne liście
pokryte szarym spojrzeniem
przed wieczną wędrówką w zapomnienie
chowa się pod warstwą śniegu
i boi sekretu śmierci




— wiersz zawarty w tomie był tu nieznany
— wiersz zawarty w tomie bez wyjścia — książka do kupienia w KIOSKU
— wiersz zawarty w tomie w pętli pęknięć — książka do kupienia w KIOSKU

Powyższe wiersze są autorstwa roberta urbaniaka i stanowią jego własność intelektualną, w związku z powyższym podlegają ustawie o prawch autorskich i prawach pokrewnych, dlatego zabrania się kopiowania i rozpowrzechniania ich treści bez zgody autora. Więcej o prawach autorskich w copyright.